wtorek, 15 września 2015

Detoks

Stało się. Mam już dosyć. Muszę coś zmienić. Nie jestem pewna, czy to przez okres, czy z innego powodu, ale czuje się... ciężko. Niby nie jem dużo, a mam wrażenie, jakbym połknęła słonia. KONIEC. Żeby coś zmienić, trzeba coś zmienić, dlatego znalazłam rozwiązanie:


I już nie mogę się doczekać. Więcej szczegółów, jak się do detoksu przygotować, co kupić, na co się nastawić na blogu http://alkalicznystylzycia.blogspot.com/. Zamierzam zacząć trochę wcześniej, bo po prostu dłużej takiego ciężkiego żołądka nie zniosę - czyli po weselu kolegów ze studiów.

Start -> 21 września 2015r.

Moim celem jest oczyszczenie organizmu, a w dalszej perspektywie waga 65 kg (ze względu na zbliżający się ślub, oczywiście). Trzymajcie kciuki!

Wysiadam!

"Człowiek może osiągnąć wszystko czego pragnie,
jeśli tylko pomoże innym w osiągnięciu tego - czego oni pragną."
Zig Ziglar

Prawie rok temu zwolniłam się z "pracy moich marzeń". Pamiętam, jak wszyscy pukali się w czoło i stwierdzili, że coś musi być ze mną nie tak, bo przecież tyyyle osób chciałoby być na moim miejscu. Pięć osób, jak takie sępy, co chwilę się pytało, czy już mogą składać CV na moje stanowisko czy jeszcze nie wypada. Moja praca polegała na wykonywaniu trzech, niezwiązanych ze sobą etatów w standardowym czasie pracy, czyli 8 godzin. Miałam czterech przełożonych i wszystkim musiałam dogodzić w wyznaczonym terminie - PARANOJA. Przy ogromie pracy, którą wykonywałam i wiedzy, którą musiałam nabyć, dwa tysiące złotych to były naprawdę marne grosze.

Zastanawialiście się kiedyś, czym zajmują się osoby, które mają czas, żeby o dziewiątej rano pójść pobiegać w nowych reebokach? Albo czy myśleliście kiedykolwiek o tym, skąd ludzie mają pieniądze na te wszystkie piękne rzeczy? Czemu mają czas i pieniądze na dalekie podróże, a ja mam tylko 20 dni urlopu na rok (a po dwóch latach nawet 26)? Czemu jedni mają środki na wychowywanie dzieci samemu, a inni się kłócą o miejsca w przedszkolach?

Im więcej pytań sobie zadawałam, tym bardziej chciałam mieć takie życie, jakie mają niestety tylko jednostki, a nie "większość". Chcę wieźć wyjątkowe życie, a nie w stylu "przecież nie można mieć wszystkiego". Skoro inni mogą to wszystko mieć, to ja też! Przecież mam niepowtarzalne talenty, niczego mi nie brakuje, dysponuję wszystkim, co jest potrzebne do osiągnięcia sukcesu! Przyglądam się czasem osobom, które odniosły sukces i zastanawiam się w myślach "jak ktoś TAKI może być bogaty i robić w życiu, co tylko mu się podoba, a ja nie?".

Doszłam do wniosku, że na etacie, nie da się realizować swoich marzeń - tylko szefa.

W końcu poszłam po rozum do głowy i znalazłam, a właściwie on sam mnie znalazł - mój kolega, który w wieku 25 lat jeździ Mercedesem klasy A, nowiutkim, z salonu i zarabia pięciocyfrowe kwoty, wstaje o której godzinie chce, rano chodzi na ulubione treningi, zdrowo się odżywia, wygląda świetnie i jest najszczęśliwszą osobą, jaką znam (w tę sobotę bierze ślub). Na każdej płaszczyźnie życia wiedzie mu się doskonale. Dwa lata temu złapałam go za rękaw i powiedziałam:
- Ej gościu, czymkolwiek się zajmujesz, ja też chcę.
Pamiętam nasze pierwsze spotkanie w poznańskiej Palmiarni - wtedy właśnie podjęłam decyzję, że ten cały wyścig szczurów w pracy nie jest dla mnie. Jedyna osoba, z którą chcę się ścigać to ja sama. Chce być z każdym dniem coraz lepsza i lepsza.

Co teraz robię?
Zajmuję się profesjonalnie marketingiem sieciowym, jestem trenerem stylu życia - pomagam innym osobą stać się bogatymi, dzięki temu ja sama staję się coraz zamożniejsza (pomaganie - nawet bezinteresowne - zawsze się opłaca). Poza tym cieszę się życiem, spotykam się ze znajomymi i rodziną, razem budujemy biznes i się przy tym dobrze bawimy. A najważniejsza rzecz jest taka, że codziennie - absolutnie codziennie się rozwijam i czuję się coraz lepiej z samą sobą. Tworzę zupełnie inny świat, w moim zespole spełnianie indywidualnych celów jest priorytetem.

I tak - jeszcze muszę trochę posiedzieć na etacie, ale zdaję sobie sprawę z tego, że już za chwilę będę zupełnie wolnym człowiekiem, a nie szczurem, któremu nie wolno nawet myśleć o czymś lepszym.

sobota, 5 września 2015

Kobieta Sukcesu

To był ciężki dla mnie tydzień. Pogodzenie roli córki, narzeczonej, bizneswoman, pani domu, piosenkarki, pisarki - jest po prostu ciężkie. Muszę żyć ze świadomością, że perfekcyjna mogę być tylko w jednej roli, a jeśli chodzi o resztę - jestem na granicy akceptowalności - niby gotuję, ale rzadko i zwykłe dania, niby sprzątam, ale nie wystarczająco, niby kontaktuję się z moją mamą, ale nie lubię słuchać tego, co mi mówi i tak dalej, i tak dalej... Znacie to? Założę się, że tak.
Mam duże cele. Między innymi chce być idealna w tych rolach, które na początku wymieniłam. Najbardziej jednak pragnę, żeby moja rodzina była bogata i wolna od zmartwień. Chce dać każdemu możliwość życia w dostatku i spełnienia marzeń. Chce dawać ludziom to, czego im brakuje - spełnienie. Chce zmienić wizerunek branży marketingu sieciowego w Polsce, żeby była postrzegana jako najprostszy sposób osiągnięcia bogactwa przez zwykłego człowieka. Robiąc proste rzeczy w ciągu dnia mogę odnieść sukces - i to jest dla mnie priorytet.
W tym momencie (mam dwadzieścia pięć lat) świadomie wybieram bycie bizneswoman. Odniosę sukces, a dopiero później będę matką, idealną żoną, idealną córką, idealną panią domu, piosenkarką i pisarką. Dlaczego? 
Dzisiaj jest wieczór kawalerski i panieński znajomej pary ze studiów - ja idę dzisiaj na panieński, a mój Piotr już wczoraj zaczął kawalerski. Dlatego wczoraj postanowiłam zrobić sobie wieczór dla Kasi i poszłam do sklepu po chipsy, papierosy i piwo - czyli trzy rzeczy, których nie używam na co dzień. Zapaliłam w mieszkaniu świeczki, włączyłam film Tima Bartona i spędziłam super wieczór. Ale rano obudziłam się z ogromnym kacem moralnym.
Przecież ja nie chce taka być. Przecież ja nie palę. Przecież jestem na diecie (za 10 miesięcy przecież biorę ślub!).
Wstałam totalnie bez energii i absolutnie nie chciało mi się robić moich porannych rytuałów, które gwarantują mi sukces. Baaardzo mi się nie chciało. Pomyślałam: Od poniedziałku zacznę je znowu robić. Przecież nic się nie stanie. Przecież jest panieński Pauliny...
Stanie się! Odwleczesz to wszystko, o co tak walczysz na co dzień. Zawalasz równie ważne role w swoim życiu, żeby być kobietą sukcesu, a nie chce Ci się od teraz przez godzinę zrobić swoich rytuałów? O NIE!!! Wstajemy!
Wstałam i zrobiłam.
Dlaczego o tym piszę? Bo uważam, że każdy ma jakiś cel w życiu - jeśli nie wie jaki, to jest to cel kogoś innego. Dążymy do tego celu cały czas i - SPOILER - pojawią się chwile zwątpienia! Będzie się nie chciało tym razem. Będzie ciężko ruszyć tyłek. Będzie się popełniać błędy.
Moim zdaniem już JESTEM KOBIETĄ SUKCESU, bo właśnie wygrałam z samym sobą i mogę osiągnąć wszystko, co tylko chce w życiu - byleby było związane z pomaganiem innym.

czwartek, 3 września 2015

Nie-zwykłe Ciasto

Widzieliście?! Pojawiły się śliwki wszelkiej maści na ryneczku! HURRA!!! Są to jedne z moich ulubionych owoców - są bajeczne. Są słodkie, z nutką kwaśności, mają piękną barwę i można ich jeść, ile się chce - bez liczenia kalorii. Z resztą, co ja Wam będę tu pisać - jakie cudowne są śliwki, każdy wie! Jak byłam mała, to chodziłam z braćmi na teren szkoły - wdrapywaliśmy się na mirabelkę i objadaliśmy, aż nas brzuchy bolały. Tak smakowało moje dzieciństwo.
Wczoraj mieli wpaść do nas goście, wiec postanowiłam zrobić ciasto oczywiście ze śliwkami. Jest taka strona w sieci, gdzie są umieszczone przepisy na wszystko, co tylko można sobie zamarzyć. Znajduje się tam WSZYSTKO, od deserów, przez obiady, tarty słodkie, słone, jakie tylko zechcesz, przez sałatki tradycyjne, wymyślne, aż po domowy makaron w pięciu wariantach. Nie masz pomysłu na obiad? Wejdź na www.kwestiasmaku.com - zaraz coś Cię zainspiruje - tak jak mnie!
Kupiłam kilogram śliwek i usiadłam do komputera. Miałam ochotę na coś zwykłego, coś, gdzie śliwki grają główną rolę, a nie są tylko dodatkiem. W oko wpadł mi przepis na:

Placek ze śliwkami

Składniki:
  • 800g śliwek (dowolnej odmiany - nie wiem, jakie ja wzięłam - były fioletowe na zwnątrz, pomarańczowe w środku i słodziutkie), bez pestek, przekrojonych na ćwiartki
  • 200g miękkiego masła
  • 200g cukru pudru (wydaje mi się, że sypnęłam ciut więcej)
  • 4 jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Okrągłą formę z odpinaną obręczą o średnicy 22 - 23 cm wysmarować masłem i wyłożyć krążkiem z papieru do pieczenia, tak aby zachodził też na boki formy. Ciasto: Do miski włożyć masło z cukrem pudrem, ucierać mikserem na gładką i jednolitą masę, przez minimum 8 minut. Nie przerywając ucierania, dodawać kolejno po jednym jajku, w około 3 minutowych odstępach czasu. Następnie po kilka łyżek mąki z proszkiem do pieczenia. Ciasto przełożyć do formy, wyrównać powierzchnię, na wierzchu rozłożyć śliwki (podczas pieczenia zanurzą się w cieście). Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec przez 60 minut.

Banał! Ale jaki pyszny! Pachnie późnym latem, wiejskim masełkiem i wspaniałymi śliwkami. Ze zwykłego ciasta coś wyjątkowego, od którego ciężko się oderwać. Siedziałam i przypominałam sobie, jak moja babcia piekła takie ciasta, a później siadaliśmy ze szklanką mleka i graliśmy cały wieczór w karty.
Cudowny miałam wczoraj dzień, między innymi właśnie dzięki temu ciastu. Polecam serdecznie!

piątek, 28 sierpnia 2015

Coś z Niczego

Wczoraj, przeglądając Facebooka, natrafiłam na wiadomość Mrs. Polka Dot na temat komentarzy pod tym postem o treści:

 "Wczorajszy post pisałam z pewną taką nieśmiałością...nie żeby się żalić czy coś, tylko taka refleksja mnie naszła. I wiecie co? Jesteście wspaniałe! Zero hejtu, patrzenia z góry, dobrych rad w stylu "weź się za siebie, ja robię triathlony". Naprawdę pierwszy raz poczułam, że skupiłam wokół siebie cudowną społeczność, coś jak grono przyjaciółek, życzliwych i fajnych. Kompletnie się tego nie spodziewałam, jestem pozytywnie zmotywowana i szczerze wzruszona klasą Waszych komentarzy. Dziękuję!!! ♥"

Pomyślałam sobie wtedy: hmm... stworzenie wspaniałej społeczności - to jest dopiero wyczyn! 
Ogólnie uważam, że największe bogactwo powinny gromadzić osoby, które wnoszą najwięcej wartości w życie innych ludzi. Takie, które działają, żeby pomóc, jak największej liczbie osób. Żeby wszystkim się żyło łatwiej, dostatniej, z pomysłem. Żeby przeżywać życie kawałek po kawałku i chwila po chwili, a nie wegetować i pozwalać, żeby inni nas zmuszali do życia według ich widzimisię.
W blogu http://mrspolka-dot.com/ zakochałam się od pierwszego wejrzenia i od początku jest dla mnie inspiracją (co oczywiście widać po samej nazwie mojego bloga). Zaspokaja on wszystkie moje potrzeby - wizualne, kulinarne, czytelnicze. Autorka, Agnieszka vel. Polka, nie boi się wprost napisać swojego zdania. I chociaż czasem nie zgadzam się z jej poglądami, potrafi sprawić, że zaczynam po prostu zastanawiać się nad istotnymi sprawami w moim życiu, a dzięki temu staję się coraz lepszą osobą. Agnieszka wciąż przyciąga i przyciąga kolejne wspaniałe kobiety, więc społeczność stale się powiększa, ale zasady i wartości pozostają niezmienne - i właśnie to jest najpiękniejsze. Chcę tam należeć, bo czuję się dobrze w miejscu, gdzie każdy szanuje zdanie innych, gdzie nie zostaje wyśmiany, gdzie każdy pomysł jest na wagę złota, gdzie po prostu można zrobić coś z niczego. Czytelniczki są zwykłymi dziewczynami w realnym życiu, ale u Polki stworzona jest cudowna wspólnota. Zrobić coś z niczego - to jest moim zdaniem klucz do sukcesu i za to ZAWSZE zostaje się nagrodzonym, czego z całego serca Agnieszce życzę. Oby było w Internecie więcej takich miejsc. DZIĘKUJĘ!

źródło: http://mrspolka-dot.com/lajza-superstar/

A tak przy okazji, Polka zainspirowała mnie do wypróbowania przepisu na:
Miodową Granolę (wychodzi identyczna jak na zdjęciu - serio!)

Składniki:
400 g płatków owsianych drobnych
150 g płatków owsianych górskich
100 g migdałów blanszowanych
50 g migdałów ze skórką
50 g sezamu
50 g pestek słonecznika
200 g miodu
150 g dobrego oleju roślinnego
1 łyżeczka cynamonu
100 ml wody

Przygotowanie:
  • w garnuszku połączyć miód, olej, wodę i cynamon, podgrzać aż wszystko się roztopi
  • w misce wymieszać suche składniki i połączyć je z miodową polewą
  • piekarnik nagrzać do 160 st C, płatki wsypać na dużą blachę i wstawić do nagrzanego piekarnika na godzinę – co 15-20 minut należy przemieszać wszystko drewnianą łyżką, by równomiernie się rumieniło
  • zmniejszyć temperaturę do 140 st C i dopiekać jeszcze 45 minut (również mieszając co jakiś czas)
  • po upieczeniu dokładnie wystudzić, przechowywać w szklanym słoju
I jeść, jeść, jeść, i podjadać w wolnym czasie :) Moja ulubiona propozycja podania to 5 łyżek Miodowej Granoli, 2 łyżki otrąb owsianych, 1 łyżka otrąb pszennych, owoc jaki nam się zamarzy i mleko - pyyyyyychota!
źródło: White Plate

czwartek, 27 sierpnia 2015

Kocham Swoją Pracę!

To nie żart. Uwielbiam tu przychodzić.
Po pierwsze dlatego, że nie rozpoczyna się o godzinie 8:00, tylko później - zazwyczaj wszystkie moje prace, które zaczynały się o tej chorej godzinie zostały przeze mnie skreślone przed upływem trzech miesięcy. Wstawanie o godzinie 5:00 rano mnie dobija.
Po drugie, jest tak blisko mojego domu, że zajmuje mi ok. 35 min. przyjście do niej na piechotę. Tak dokładnie SPACERUJĘ.
Po trzecie i najważniejsze, mam mnóstwo czasu na to, żeby robić na komputerze wszystkie rzeczy, na które szkoda mi czasu po południu - jak na przykład pisanie bloga. Mogę wyszukiwać różne, cudowne przepisy na obiad, zaczęłam oglądać serial Ally McBeal, mogę gadać z moim kolegą, mogę pisać z moim narzeczonym, dużo się śmieję i piję dużo herbaty czerwonej. Jest cudownie! Mogę się do niej ubrać jak na plażę i jak na spotkanie biznesowe - nikt tu na nic nie patrzy. Planuję, robię przelewy, telefonuję do znajomych. Poza tym mam przerwy, kiedy chcę, jak długie chcę, obojętnie z jakiego powodu. Rewelacja! O! właśnie rozmawiamy o tym, czy to dobrze, że Trump, jak już zostanie prezydentem USA, podniesie podatki. Cudownie! A najlepsze jest to, że mimo robienia tylu rzeczy na boku, to mam najlepsze wyniki w pracy w całym zespole.
Po pracy natomiast przeistaczam się w rasową bizneswoman i rozwijam własną działalność. Ktoś mi kiedyś powiedział, że do godziny 17:00 pracuje się na przeżycie, a po 17:00 pracuje się na fortunę i dlatego stosuję się do tych wskazówek.
Czym się zajmuję?
Pomaganiem innym w nauczeniu ich, że mogą mieć życie, takie jakie tylko chcą. Jest to osiągalne, realne i na wyciągnięcie ręki. Nie znam prostszego sposobu na zostanie bogatym: używasz produktów jednej wybranej firmy, a ona Ci za to płaci. Rozumiesz? Myjesz włosy - firma płaci, pijesz kawę - firma płaci, czyścisz łazienkę... Zgadnij co? Firma płaci! To jest dopiero coś! Jedyna rzecz, którą trzeba zrobić, to powiedzieć o tym, jak największej ilości osób. I ja właśnie to robię i pomagam innym też to robić. Nie ma nic lepszego w życiu niż pomaganie innym. Najwięcej satysfakcji sprawia mi, gdy ktoś mi mówi "Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś!". Jestem niesamowicie szczęśliwa, że zajmuję się w życiu tym, co naprawdę sprawia mi przyjemność. Polecam!

„Wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu.” 
Konfucjusz

wtorek, 25 sierpnia 2015

Pierwszy Cud Świata

Do siódmego roku życia jesteśmy w stanie permanentnej hipnozy. SZOK! Większość rodziców (w tym i moi) o tym nie wiedzą i kładą dzieciom do głowy różne głupoty. Ja przez większość życia słyszałam, że "jestem ładna tylko szkoda, że taka gruba", zatem nic dziwnego, że moim największym kompleksem było i jest to, ile ważę. Skoro mówili, że "nie będę nigdy sportowcem", to też nigdy sportem się nie interesowałam, nigdy nie miałam dobrych stopni z wuefu - była to po prostu oczywistość.
Aż do teraz. Tak się składa, że moi koledzy ze struktury Rentierzy.FM ostatnio bardzo promowali 5 rytuałów tybetańskich jako świetny początek dnia i, czując od nich coraz wyższą energię, też postanowiłam spróbować.

O co chodzi?
Chodzi o książkę "Źródło wiecznej młodości", która jest genialna! Jeśli kiedykolwiek zobaczycie gdzieś przypadkiem, w jakiejś księgarni tę pozycję - bez wahania ją weźcie! Zawarte są w niej ćwiczenia, coś pomiędzy jogą a rozgrzewką, które zmieniają ludzi.
Zaczyna się od trzech powtórzeń - BANAŁ - a z czasem ta ilość zwiększa się do 21 razy. I ja właśnie już tyle wykonuję, trochę się przy tym pocę i czuję się świetnie! Chcę to robić codziennie!
I to jest prawdziwy cud, bo z osoby leniwej, nieuprawiającej sporu, stałam się systematyczna, energiczna i pełna życia, a to dopiero początek! Widzę zmiany absolutnie na każdej płaszczyźnie, bo TAK JAK ROBISZ COKOLWIEK - TAK ROBISZ WSZYSTKO!